Kolejna wygrana Gwardii Wrocław
08 listopad 2009 | Dodał: GrzesiekK | Odsłon 456
To był pierwszy mecz we Wrocławiu w tym sezonie, i to na dodatek zwycięski w wykonaniu Impel Gwardii Wrocław. Niesione gorącym dopingiem publiczności wrocławianki pokonały AZS Białystok 3:1 (25:21; 25:22; 23:25; 25:23). W Hali Orbita było ciężko, niekiedy nawet dramatycznie, ale jak to bywa w filmach made in Hollywood, spotkanie miało swój happy end.
Przed spotkaniem wiadomo było o co walczą oba zespoły. Gwardia aby móc liczyć się w rozgrywkach play-off ten mecz musiała wygrać. AZS mając na uwadze obecną formę i dyspozycję zawodniczek, chciała "skubnąć" punkty we Wrocławiu aby myśleć o spokojnym utrzymaniu się w lidze. Co ciekawe do Wrocławia przyjechała Agnieszka Starzyk (popularnie nazywana przez wrocławskich kibiców „Air Agnieszka”) rozegrać mecz przeciwko swojej byłej drużynie, z którą nota bene awansowała do najwyższej klasy rozgrywek. W lepszej sytuacji punktowej do meczu podchodziła Gwardia, która do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie; białostocczanki niestety przegrały wszystkie swoje dotychczasowe mecze i wieczorem w sobotę we Wrocławiu liczyły na przełamanie złej passy.
Od pierwszych minut do ataku ruszyły podopieczne trenera Błaszczyka, a na pierwszą przerwę techniczną schodziły przy prowadzeniu, aż 8:1! Czas wykorzystany na przerwę pozytywnie wpłynął na zawodniczki AZS-u, które niczym bokser otrzymujący powalający cios, ruszyły zaciekle do odrabiania strat. Wyglądało to jak walka Dawida z Goliatem, lub jak kto woli bezradne machanie ramionami. Takie wrażenie odniosłem siedząc na trybunach, szczególnie jak druga przerwa techniczna rozpoczynała się z wynikiem 16:7. Na szczęście dla widowiska, kibice nie zawsze dobrze oceniają sytuację na boisku. Zdobtyte trzy punkty z rzędu AZS-u, Gwardia popadła w marazm, a na boisku pojawiła się Bogumiła Barańska. Zawodniczki z Białegostoku uwierzyły, że ten set jest do wygrania i w Hali Orbita zrobiło się gorąco. Przy stanie 18:15 dla gospodyń, trener Błaszczyk został upomniany za sędziego za opóźnienie zmiany! Do stanu 22:21 sprawa wygranej w secie pozostawała otwarta. Klasę samą w sobie pokazały dwie zawodniczki – Zuzanna Efimienko i Katarzyna Mroczkowska (MVP meczu). Blok pierwszej i skuteczne, siarczyste ataki drugiej pozwoliły na szczęśliwy finał i wygraną Gwardii w tym secie 25:21.
Nie opadły jeszcze emocje z pierwszej odsłony, a na boisku znów było gorąco. Na początku drugiego seta wyraźnie rozdrażnione zawodniczki gości zdobyły trzy punkty z rzędu. Punkty zdobyte bardzo sprytnie, szczególnie w takich zgryźliwych i ironicznych serwisach gustowała w sobotę wieczorem Ilona Gierak. Jak się później okazało był to klucz do zdobywania punktów w Hali Orbita. Emocji podczas drugiego seta nie brakowało zarówno na trybunach jak i parkiecie. Walka toczyła się punkt za punkt, zawodniczki Gwardii próbowały dyskutować z niezrozumiałymi czasem decyzjami sędziego, zawodniczki AZS-u ciskały ręcznikami w fotele, a trener Błaszczyk mocno pilnował się aby nie otrzymać drugiego upomnienia. Końcówka seta wyglądała jak pojedynek dwóch strategów. Przy stanie 20:18 trener Dariusz Luks wziął czas, po stracie piłki przy stanie 21:18, kolejny czas dla trenera gości. AZS zdołał odrobić straty, pomógł też trochę sędzia swoją kontrowersyjną decyzją. Przy stanie 23:22 tym razem trener Gwardii wziął czas. Po tej przerwie rolami zamieniły się Efimienko z Mroczkowską i ta druga świetnie zaprezentowała grę w pojedynczym bloku, zdobywając 24 punkt. Seta zakończyła efektywnym serwisem Monika Czypiruk.
Nie na darmo kiedyś trener Błaszczyk i grająca ostatnimi laty w Gwardii rozgrywająca Marta Haładyn mówili, że najgorszy dla wrocławskiego zespołu jest set trzeci. Czyżby istniała swoista klątwa nad drużyną z Dolnego Śląska? Sądząc po grze zawodniczek, i po czarach jakie wykonywała piłka można zgodzić z tą tezą. W tym trzecim secie odniosłem wrażenie, że oglądałem zupełnie inne spotkanie. Gdzie się podziały zawodniczki, które dzielnie walczyły na parkiecie? Tego nikt się chyba już nie dowie. Na boisku, po stronie wrocławianek, nie funkcjonowały: blok, przyjęcie, serwis, rozegranie, gra w ataku, gra w obronie, nawet parkiet nie funkcjonował jak powinien, przysparzając pracy dzieciom ze ściereczkami. Nadzieję w serca kibiców przyniosła druga przerwa techniczna i to co zaczęło się dziać zaraz po niej. Gwardia doprowadziła do remisu 18:18. Widać było, że wrocławianki chciały koniecznie odnieść zwycięstwo w tym secie. Niestety w tym momencie zemściła się bardzo zła gra na początku seta. Przy stanie 24:23 dla AZS-u wrocławską publiczność złudzeń pozbawiła Agnieszka Starzyk. Mierząca tylko 178 cm przyjmująca, poszybowała ponad siatkę, ponad blok wrocławianek i cudownym atakiem z lewej strony zdobyła zwycięski punkt dla swojej drużyny.
Początek czwartego seta zwiastował totalną kompromitację Gwardii. Szczególnie gdy gospodynie przegrywały już 6:12 i 11:16. Tie-break wisiał w powietrzu, a zmartwiona publiczność w Hali Orbita ucichła. Widać było, że trener Luks mocno wpoił do głowy swoim zawodniczkom jak mają grać – sprytną, kąśliwą i delikatną siatkówkę. Gdyby zawodniczki AZS-u do końca grały tym systemem, oglądalibyśmy zapewne we Wrocławiu piąty set. Na szczęście rozluźnione białostocczanki urządziły sobie kanonadę strzelecką na pozycje Gwardii. I to był błąd, który kosztował przegrany mecz. Na silnie zagrywane piłki trener Błaszczyk miał skuteczną receptę, pod siatką znalazła się Efimienko, Sobolska i Barańska. Ta pierwsza pokazała już wcześniej w meczu, że jej blok jest nie do przejścia. Każda piłka, która była celowana na stronę Gwardii, odbijała się od pary Efimienko-Sobolska. Akcję meczu zaprezentowała również Bogumiła Barańska, która przy stanie 22:19 pojedynczym blokiem zatrzymała rywalki. Na koniec niepotrzebne nerwy zaserwował nam kolejny raz sędzia tego meczu. To nie przeszkodziło w niczym an szczęście wrocławiankom, a przypieczętowała zwycięstwo Gwardii w tym meczu Katarzyna Mroczkowska, która bardzo silnym atakiem z prawej strony nie dała szans zawodniczkom AZS-u. Set zakończył się wynikiem 25:23 i cały mecz 3:1.
My mamy nadzieję, że emocji w kolejnych meczach nie zabraknie. A przed wrocławską drużyną czeka kilka spotkań z teoretycznie silniejszymi rywalkami.
Grzegorz Kryszczuk






























































Odnośniki