Misje w świecie WWW
11 styczeń 2010 | Autor: Admin | Odsłon 593
Wrocławski wikariusz ewangelizuje za pośrednictwem internetu. Jest jednym z najbardziej znanych duchownych w wirtualnym świecie. Przeglądarka Google wskazuje, że o jego imię i nazwisko pytano już ponad 550 tysięcy razy. Dla księdza Piotra Wiśniowskiego sieć to świat, w którym trzeba prowadzić misje.
Wszystko zaczęło się – jak to często bywa – przypadkowo. Założył konto w popularnym komunikatorze „Gadu-Gadu” jako ksiądz. – Wszyscy wiedzieli, że mogą się w każdej chwili do mnie zwrócić z prośbą o pomoc – wspomina. – W najbardziej intensywnym okresie miałem ponad 1200 znajomych i prowadziłem kilka rozmów jednocześnie. Bywało, że dziennie kontaktowało się ze mną ponad 100 osób – dodaje. W tej grupie znalazła się także 17-letnia dziewczyna (jak się później okazało – z Zabrza), która – zwierzając się ze swoich problemów – wyznała, że nie widzi sensu życia. – W trakcie rozmowy przekonałem się, że sprawa wymaga interwencji – opowiada ks. Piotr. Powiadomił policję. Szybko ustalono jej adres i wysłano patrol. Gdy policjanci weszli do mieszkania, poczuli zapach gazu. To była ostatnia chwila. Uratowali ją.
Misja 1: wejść do ich świata
To wydarzenie uświadomiło ks. Piotrowi, jak wielu młodych ludzi żyje w świecie WWW. Tam spędza większość swojego czasu. Dla znacznej części z nich świat wirtualny był i pozostaje pierwszym światem. Poza nim nic nie widzą. Jedyną prawdą, jaka do nich dociera, jest to, co zobaczą na stronach internetowych. Głosy z zewnątrz są nieatrakcyjne i mało istotne.
– Skoro wyjeżdżamy na misje, by głosić Chrystusa ludziom w środowiskach, w których żyją, postanowiłem wejść do sieci, by tam ewangelizować – opowiada. Wprawdzie zrezygnował już z „Gadu-Gadu”, ma jednak swoje konta na Facebooku, Naszej Klasie, Mojej Generacji oraz kanał na YouTube. Angażuje się także w posługę na stronie Ask A Catholic Priest. Rozmawia przez Skype’a, odpowiada na maile. – Uświadomiłem sobie, że ludzie często nie chcą cię oglądać, czasem się ciebie wstydzą, ale zawsze chcą rozmawiać – tłumaczy misjonarz.
Wielokrotnie był proszony o spowiedź w sieci. – Odmawiałem – mówi stanowczo i dodaje: – To był dobry moment, by powiedzieć rozmówcy: „Zobacz, potrzebujesz realnego świata. Musisz wyjść z sieci” – opowiada. Jak przekonuje, wielu go posłuchało i – poza działaniem Ducha Świętego – można to tłumaczyć jedynie tym, że widzieli w nim kogoś bliskiego, wiarygodnego.
Misja 2: powrócić do „realu”
– Gdy człowiek zamyka się w wirtualnym świecie, to tak, jakby odciął sobie dopływ tlenu – mówi ks. Piotr. Dlatego przede wszystkim sam stara się dbać o swój rozwój duchowy. – Bez modlitwy i sakramentu pokuty nie wyobrażam sobie tej działalności – zapewnia i dodaje: – Mam swoje obowiązki względem Kościoła, moich najbliższych – taty, który ma 79 lat, i siebie samego. Nie mogę tego zaniedbywać – podkreśla. Dlatego często prosi o pomoc poznanych w sieci katolików.
- Udało mi się nawiązać kontakt z wiernymi z Wietnamu, Indonezji, Malezji, Stanów Zjednoczonych, Argentyny, Brazylii i Chile – dzieli się swoją radością. Najciekawsze jest to, że korzystając z internetowych programów tłumaczących, koresponduje z nimi w ich ojczystych językach. To są aktywni katolicy świeccy, którzy podsyłają księdzu nowe cenne pomysły, jak głosić Jezusa, jak pobudzać innych do wiary. To są ludzie, którzy się modlą i są zmotywowani do tego, by dzielić się swoją wiarą.
Z ogromnym przejęciem opowiada, jak w czasie katechezy podłączył komputer do rzutnika multimedialnego, wpisał adres strony i połączył się z Sandym – 24-letnim chrześcijaninem z Indonezji. Poprosił go, by przed uczniami złożył świadectwo wiary. – Kiedy napisał w języku angielskim kilka zdań, uczniowie byli pod wrażeniem. Zobaczyli i usłyszeli młodego człowieka, żyjącego w świecie muzułmańskim, który z dynamizmem i radością opowiadał o swojej wierze w Chrystusa – wspomina.
Jak na dobrego misjonarza przystało, ks. Piotr propaguje w sieci modlitwę (szczególnie różańcową). – Okazało się, że wszyscy kochają Różaniec – mówi. – Zaproponowałem więc swoim uczniom i parafianom, którzy tworzą kółka różańcowe, by zaprosili do tego dzieła obcokrajowców. W ten sposób w poszczególnych różach, poza Polakami, są osoby z Malezji, Indonezji czy Wietnamu. Modlimy się za siebie nawzajem.
Marzeniem ks. Piotra jest założenie strony internetowej „Misje w sieci, czyli duchowy telefon zaufania”. Wprawdzie kilka osób zadeklarowało gotowość poświęcenia się temu dziełu, jednak wciąż brakuje psychologów, duszpasterzy, sióstr zakonnych, którzy chcieliby podjąć dyżury w wyznaczone dni, oraz informatyków, którzy pomogliby w moderowaniu strony. – Wierzę, że w Wielkim Poście 2010 r. będziemy już działać – mówi misjonarz i dodaje, że nie podda się, bo wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje. I ufa, że znajdą się dobrzy ludzie.
Ks. Rafał Kowalski





























































Odnośniki