Osiołki Pana Boga
04 wrzesień 2009 | Dodał: Admin | Odsłon 240
40i30na70. Od 10 lat na scenie dają świadectwo o swojej wierze. Wyrywając czas między pracą, życiem rodzinnym i zaangażowaniem w innych wspólnotach, opowiadają muzyką o tym, jak Bóg działa w ich życiu. Mówi się o nich "Czterdziestu" albo bardziej pieszczotliwie - "Osiołki".
Pełna nazwa jest trudna do zapamiętania za pierwszym razem, trochę kłopotliwa w użyciu, ale za to tak oryginalna, że nie da się jej nie skojarzyć, słysząc po raz kolejny. "Czterdziestu synów i trzydziestu wnuków jeżdżących na siedemdziesięciu oślętach", w skrócie 40i30na70, obchodzi 10. rocznicę powstania.
Wszystko zaczęło się w Duszpasterstwie Akademickim "Wawrzyny". To tu Robert Ruszczak, który miał już doświadczenie występowania z folkowym zespołem "Chudoba", zaczął szukać chętnych do grania w zespole. Otwarcie przyznaje, że pomysł zrodził się pod wpływem informacji o znanych muzykach rockowych Robercie Friedrichu, Darku Malejonku i Tomku Budzyńskim, którzy po nawróceniach zaczynali mówić otwarcie o Panu Bogu ze sceny. „"Dotarło do mnie wtedy, że ze mną jest coś nie tak, bo jestem człowiekiem wierzącym, od urodzenia w Kościele, a zamiast głosić Jego Ewangelię, opowiadam ze sceny o Marynie i jej przygodach. Postanowiłem to zmienić" - pisze R. Ruszczak w historii zespołu.
- Ja byłem wtedy zafascynowany bębnem djembe - mówi Artur Bednarski. - Grałem na Mszach w DA "Wawrzyny". Nie znałem jeszcze wtedy Roberta. Podszedł pewnego dnia do mnie i powiedział, że jest taka idea i zaprosił mnie na próby. Nie było wtedy jeszcze pomysłu na zespół, tylko propozycja, żeby się spotkać, pograć i zobaczyć, co z tego wyjdzie - opowiada Artur.
I wyszło coś, co trwa od 10 lat i przynosi owoce. Pretekstem do pierwszego występu na scenie był odbywający się w 1999 r. (ostatni raz we Wrocławiu) "Sacrosong". Wystąpili i…. wygrali konkurs. To utwierdziło ich w przekonaniu, że grać powinni.
Mówić o Jezusie
Dla Marcina Oleksego, na co dzień wykładowcy w Kolegium Nauczycielskim, to właśnie poczucie swojego rodzaju powinności głoszenia Ewangelii było głównym motywem zaangażowania się w "Czterdziestu". - Moja przygoda z zespołem była związana ze Szkołą Nowej Ewangelizacji. Po kursie „Paweł” stwierdziłem, że chcę zająć się głoszeniem Dobrej Nowiny. Jeszcze wyjeżdżając na studia, chciałem mieć zespół. Robert specjalnie pojechał na kurs „Filip”, w którego ekipie byłem, żeby mnie zwerbować do zespołu. Zbierał nas po kolei, znajdował, sygnalizował, zachęcał do spróbowania sił - opowiada M. Oleksy.
Poza dwoma członkami zespołu nie mają wykształcenia muzycznego i nigdy nie myśleli o muzyce jako źródle utrzymania, dlatego nie chcą, żeby mówić o nich "muzycy". - Jesteśmy muzykantami - przyznają ze śmiechem. 10 lat temu nie myśleli, że przygoda z "Osiołkami" będzie trwała tak długo. - Nie zdawałem sobie sprawy, jak to będzie wyglądało - mówi M. Oleksy - Że będzie to tak angażujące i wciągające. Jednak od początku towarzyszyła nam idea ewangelizacji. Chcieliśmy, grając, opowiadać o naszej wierze, o łasce, o miłosierdziu, o tym, czego doświadczamy w życiu, o naszym kontakcie z Bogiem i o tym, że On żyje - wyjaśnia Marcin.
- Zawsze chciałem być blisko muzyki w Kościele - odpowiada na pytanie o motywację zaangażowania w zespół Artur Bednarski. - Wiem, że jak się ma problemy z modlitwą, tak jak ja miałem, to muzyka bardzo pomaga. Dlatego chciałem pomagać ludziom muzyką w modlitwie - opowiada Artur. Jego zdaniem, grana z sercem muzyka może pomóc zbliżyć się do Pana Boga w sensie emocjonalnym. - Nie wierzę, że słysząc czyjąś gitarę, ktoś się nawróci - mówi stanowczo. I dodaje: - To jest decyzja. Ale muzyka może nastroić do refleksji.
Od 10 lat "Czterdziestu" można usłyszeć na festynach parafialnych, przeglądach piosenki studenckiej, spotkaniach młodzieży i szkolnych rekolekcjach. Ale nie grają tylko tam, gdzie są rozumiani, oklaskiwani i oczekiwani. Zdarza im się występować w kontekstach zupełnie niechrześcijańskich. - Gdybyśmy nie grali w takich miejscach, to zacząłbym się poważnie zastanawiać - mówi M. Oleksy. - Ostatnio graliśmy w więzieniu na Kleczkowskiej. Koncertów w więzieniach było więcej. We Wronkach, w Nowej Hucie, we Wrocławiu na Fiołkowej, w domach poprawczych - opowiada Marcin. Ale i koncerty w szkołach, najczęściej przy okazji rekolekcji, nie są łatwe. - Tu też często publiczność jest przymuszona do tego, żeby spotkać się z treściami religijnymi - przyznaje gitarzysta. - Czasem im trudniejsze jest środowisko, tym lepszy jest koncert. W tym sensie, że czujemy, że coś się dzieje, że możemy współpracować z Duchem Świętym, że nie jesteśmy sami, że jest jakiś sens tego, co robimy.
Owoce
Jednak muzycy najczęściej nie widzą owoców swojej pracy. - Rzadko spotykamy się z tymi ludźmi, dla których gramy - przyznają. - Czasem są jakieś wpisy na naszej stronie internetowej, maile dziękujące za koncert - mówi M. Oleksy.
Choć czasem owoce koncertów są zupełnie zaskakujące. - Byliśmy kiedyś w więzieniu w Nowej Hucie. A rok wcześniej graliśmy na Kazimierzu. Wchodzimy do więzienia, podchodzi do nas człowiek i mówi: "Ja was pamiętam, graliście na Bożym Ciele. Pamiętam jak dziś, bo następnego dnia mnie aresztowali". To nasza ewangelizacja - śmieje się Artur. Dla niego zespół to sposób na życie. - To szansa na spotkanie z takimi ludźmi, którzy nie dają mi spokoju - opowiada. - Pan Bóg tak działa, że czuję, że nie mogę się zatrzymać, że muszę się formować.
Taki wpływ grania w zespole na podejście do życia potwierdza też Marcin. - Może to zabrzmi egoistycznie, ale to zmienia życie w tym sensie, że człowiek pracuje nad sobą - przyznaje. Jego zdaniem, w pewnym momencie członkowie zespołu zdali sobie sprawę, że ewangelizacja ma wiele poziomów i że nie będą wykonywali swojego zadania należycie, jeżeli nie będą żyli zgodnie ze swoją wiarą. - Jestem wykładowcą - opowiada. - Spotykam się ze studentami, którzy wiedzą, w co jestem zaangażowany i przyglądają mi się. Wiedzą, że jestem zdeklarowany i mam szansę opowiadać o Bogu swoją postawą. To jest też niesamowite, że możemy ewangelizować nie tylko wtedy, kiedy w weekend jedziemy gdzieś zagrać, ale też na co dzień.
Gwiazdy?
Czy czują się gwiazdami? - Był taki koncert, podczas którego byliśmy bardzo dobrze przyjęci - opowiada Marcin. - I wtedy przyszła mi do głowy taka myśl, że gdybyśmy nie robili tego dla Jezusa, gdybyśmy nie stawiali Go na pierwszym miejscu, gdybyśmy robili to np. dla kasy, to byłoby to bez sensu. Dziękuję Bogu, że takie myśli mnie nachodzą, ale to się wiąże z tym, jak my żyjemy. Każdy z nas żyje normalnie, wśród ludzi, którzy nie traktują nas jak gwiazdy, tylko jadą po nas. W mojej wspólnocie, w "Hallelujah", uczę się bardzo pokory - przyznaje.
10 lat
Przez dekadę zespół nie tylko wzrastał w wierze, ale też zmienił się muzycznie. Początkowo mocno folkowe, spokojne brzmienie dostało lekko rockowego zadzioru. - Jest też trochę reggae i popu - ocenia M. Oleksy. - Muzycznie dojrzeliśmy - ocenia. Jest autorem części tekstów. Pytany o inspiracje do nich, mówi, że jego piosenki wynikają z tego, jak się czuje i na jakim etapie życia aktualnie jest. - Stawiamy na autentyczność - dodaje. - Wiele piosenek wynika z wewnętrznej walki. "Tylko Jezus", "Perełka", "Skrzydła" to są piosenki, które pisałem w okresie, gdy próbowałem wrócić do relacji z Bogiem, szukałem słów albo w Piśmie Świętym, albo swoich własnych. To są często modlitwy człowieka, który ma ciężki okres. Ale nie wszystkie są takie. Są też pieśni uwielbienia.
Z okazji 10-lecia powstaje nowa płyta, która zatytułowana będzie "Lew, baranek, nędzarz i król". Na wrzesień planowany jest też jubileuszowy koncert. O wszystkim poinformujemy naszych Czytelników, a "Osiołkom" życzymy jeszcze wielu lat grania na chwałę Pana.
Dyskografia 40i30na70
marzec 2001 - "Dwie drogi"
grudzień 2001 - "Gdzie jesteś?"
lipiec 2003 - "Jest takie miejsce"
czerwiec 2005 - "Nowa rzeczywistość"
grudzień 2006 - "Koncertowo"
tekst
ks. Andrzej Jerie
30 sierpnia 2009
Gość Niedzielny






























































Odnośniki