"REAL" vs "WIRTUAL" w świecie duchowych wartości
11 lipiec 2010 | Dodał: xpw | Odsłon 703
W czasach, w których przyszło nam żyć, dzięki cudom nowoczesnych technologii, wszystko staje się teoretycznie prostsze, a jednocześnie jeszcze bardziej skomplikowane. Wygląda na to, że dawne wartości odchodzą, a przychodzą nowe... Tradycyjny list wypierany jest przez e-mail. Niedzielne wyjścia ze znajomymi do kawiarni, zastępują długie i samotne godziny przed komputerem. Ludzie coraz więcej pracują, nie starcza im czasu na rozrywkę, zawieranie znajomości, a nawet na miłość. Wszystko to jednak potrafi zrekompensować najlepszy przyjaciel nowoczesnego mieszkańca naszej planety - internet. Kiedyś dziewczyny lub chłopaka szukało się wokół siebie, tzn. w bliskim otoczeniu. Dziś najłatwiej odnaleźć go po prostu w cyberprzestrzeni. Tak samo jest ze znalezieniem kolegi do wspólnej zabawy "w strzelanego" albo koleżanki, z którą można pogadać o ciuchach...
Wszystko dostępne jest świecie 2.0 i to nie wyłącznie na własnym podwórku, ale jeśli tylko nie ma przeszkód językowych (a dzięki co raz doskonalszym translatorom i ta bariera jest do pokonania) możemy nawiązać kontakt z dowolnym miejscem na kuli ziemskiej. Czyż to nie fantastyczne? Świat stoi przed nami otworem i to bez tracenia pieniędzy na dalekie podróże.
Czy jednak takie znajomości są w jakikolwiek sposób porównywalne do tych nawiązanych w "realu"? Moim zdaniem w żaden sposób nie można porównywać znajomości zawartych w tych dwu światach - rzeczywistym i wirtualnym. Człowiek w naturalny sposób potrzebuje fizycznej obecności drugiej osoby, potrzebuje widzieć jej gesty, mimikę twarzy, słyszeć ton głosu - i na pewno nie są w stanie zastąpić tego emotikonki czy zniekształcający dźwięk przekaz audio. Zgadzam się więc z określeniem, że więzi, które tworzą się w cyberświecie są zazwyczaj płytkie, ponieważ można je np. o wiele łatwiej zerwać, wciskając po prostu „escape”. Boję się nawet, że nowoczesny, skomputeryzowany człowiek będzie ten sposób „załatwiania” problemów relacji osobowych, przenosił bez wyrzutów sumienia w prawdziwy świat...
Z moich doświadczeń jednak wynika, że jest jeden rodzaj relacji interpersonalnych, który w rzeczywistości wirtualnej sprawdza się tak samo jak w „realu”. To relacje na płaszczyźnie ducha... Dla mnie osobiście zupełnie nowy etap poznawania internetu rozpoczął się ponad pół roku temu, kiedy założyłem konto na największym portalu społecznościowym - Facebooku. Tak poznałem setki katolików z całego świata, którzy pokazali mi, jak można swoją wiarę krzewić w sieci i być z tego dumnym. Jakiś czas temu miałem taką sytuację w liceum, podczas katechezy: przy pomocy projektora multimedialnego pokazywałem młodzieży, co robię na Facebooku i na YouTube, gdy nagle na czacie zagadnął do mnie pewien młody katolik z Indonezji. Nie mogłem z nim w tym momencie rozmawiać, ale poprosiłem, aby powiedział moim uczniom coś o swoim stosunku do własnej wiary. I oto w kilku prostych zdaniach po angielsku dał rewelacyjne świadectwo.
Uczniowie byli zaskoczeni, że człowiek z kraju w którym rządzi Islam, potrafi tak otwarcie i jasno mówić o katolicyzmie w internecie. To było wspaniałe! Internet jest globalny, wykorzystuję zatem szanse, jakie mi daje na kontakt dosłownie z całym światem. Innym razem, jakiś czas temu przez Skype’a poprowadziłem spotkanie modlitewne z młodzieżą mieszkającą w Gombong. Niesamowite, że choć dzieliło nas kilkanaście tysięcy kilometrów, to mogliśmy się połączyć we wspólnej modlitwie i refleksji nad Słowem Bożym... Na Facebooku, oprócz swojego własnego profilu działam m.in. na "Ask a Catholic Priest", czyli "Zapytaj katolickiego księdza" - gdzie kilku księży z różnych stron świata odpowiada na pytania internautów. Innych fascynujących i głęboko wierzących ludzi poznałem dzięki stworzonemu przeze mnie w lutym tego roku profilowi "Circle of Rosary - intercession prayer", czyli "Krąg Różańca - modlitwa wstawiennicza". Dziś ma on już ponad 2000 fanów. Dwoje z nich: nauczycielka akademicka z Filipin i lekarz wojskowy z USA, zaproponowali, abyśmy w "Kręgu" modlili się synchronicznie. I tak w każdy piątek o godzinie 15.00 czasu jerozolimskiego wielu z nas obecnych na tym profilu modli się w konkretnych intencjach. Choć to w świecie wirtualnym doszło do naszego spotkania – jestem przekonany, że w czasie tej modlitwy tworzymy Żywy Kościół oplatający duchowo cały ziemski glob!
To tylko kilka przykładów tworzenia duchowych więzi w sieci www. Są one jednak dowodem na to, że tego typu działanie może w pozytywny sposób wpływać na rozwój religijny, szczególnie dzięki świadectwu wiary obecnych tam aktywnych wewnętrznie chrześcijan, którzy stają się co raz silniejszą społecznością w globalnym świecie wirtualnym.
ks. Piotr Wiśniowski





























































Odnośniki